Happy Birthday !

20 sierpnia 2019

 
 Cześć kochani dzis powinien pojawić się nowy pełen wpis niestety ostatnio nie byłam w stanie nic nowego napisać pomysłów nie brakuje, ale za to czasu, w którym można usiąść i z czysta spokojną głową pisać przez kilka godzin zdecydowanie tak przy dwu miesięcznym dziecku jest to dość ciężkie. Mamy na pewno rozumieją, jak już jest wolna chwila to jest milion spraw do ogarnięcia wokół i nie wiadomo, od czego zacząć. Nie chciałam was pozostawiać bez niczego, a więc postanowiłam się z wami podzielić małą fotorelacją z urodzin mojego drugiego syna, tyle że zwierzęcego Dolara (Akita Japońska).

Dolar właśnie niedawno skończył 6-latek oczywiście nie mogło się obejść bez mięsnego torta, którego uwielbia i znika w dosłownie piec sekund. Doli to mój pierwszy pies, za którego jedynie ja jestem odpowiedzialna. Nigdy wcześniej nie sądziłam, że człowiek może aż tak przywiązać się do zwierzęcia i traktować jak własne dziecko stał się moim największym i najwierniejszym przyjacielem i ciesze się, że mogę z nim spędzać kolejny rok. Nie mam pojęcia, kiedy te sześć lat zlecialo ale mam nadzieje, że przed nami jest ich jeszcze mnóstwo.




A wy też świętujecie urodziny waszych pupili? Dajcie znać w komentarzach buziaki. :*
29

Bielenda Krem Z Witaminą C

14 sierpnia 2019


Hej w dzisiejszym poście chciałabym wam polecić produkt, który odkryłam od razu po tym, jak wyszedł na rynek mowa o kremie do całego ciała, jak i twarzy z witaminą C firmy Bielenda.

Moją ulubioną firmą pielęgnacyjną, którą można znaleźć w drogerii jest właśnie Bielenda.  
Jeszcze nigdy się nie zawiodłam ich produkty świetnie się u mnie sprawdzają w szczególności te do twarzy a przede wszystkim coś co mnie najbardziej cieszy to, że są w bardzo przystępnych, a czasami nawet za niskich cenach.


Odżywczy uniwersalny krem do skóry poszarzałej ponurej i pozbawionej blasku z witaminą C nadaje się do ciała, twarzy oraz dłoni. Jego główne zadanie to odmłodzenie poprzez nadanie aksamitność sprężystości i blasku skórze.

W serii uniwersalnej tych kremów również znajduje się opcja różana jak i aloesem natomiast dziś skupimy się na tej cytrusowej.


Jego formuła została, wzbogacona w 100% naturalne składniki roślinne w jego składzie prócz witaminy C pochodzenia z aceroli również możemy znaleźć olejek z pomarańczy.



Produkt znajduje się w plastikowym pudełeczku o pojemności 200ml. Opakowanie jest, odkręcane a pod jego pokrywką znajdywało się ochronne sreberko, dzięki czemu mamy pewność, że nikt nie wpychał tam brudnych rąk co jest dość ważne pod względem higieny. Dla mnie nie ma nic gorszego niż kosmetyki, które nie są odpowiednio zabezpieczone jak widze takie w drogeriach to aż mnie nosi i taki produkt od razu jest dla mnie skreślony w końcu kto by chciał kupić i używać kosmetyk który był wcześniej macany? No właśnie, nikt.


Krem jest biały o dość zbitej konsystencji, ale jednocześnie niezbyt ciężkiej po otwarciu opakowania wydobywa się lekki przyjemny cytrusowy zapach który wręcz pobudza a całą jego aplikacje umila.

Krem kupiłam z zamiarem używania go do ciała, ponieważ na pierwszy rzut oka wydawał się on za ciężki do mojego typu cery natomiast ku mojemu zdziwieniu było całkiem inaczej.


Pewnego dnia przy wieczornej pielęgnacji zauważyłam, że mojej cerze brakuje 'życia' jest zmęczona, szara a o jakimkolwiek blasku nie ma nawet śladu wtedy postanowiłam go nałożyć na noc.
Już podczas samej aplikacji zostałam zaskoczona, ponieważ produkt wcale nie jest ciężki jego konsystencja jest zbita, ale bardzo łatwa w rozprowadzeniu a przede wszystkim nie jest tłusta uważam, że jak na tego typu odżywczy krem on się naprawdę bardzo szybko wchłania. Przez pierwsze dni stosowania miałam wrażenie, że moja skóra go wręcz wypija.
Następnego dnia cera była inna, promienna nawilżona wygładzona jakby właśnie dostała to, czego jej brakowało od tamtej pory stosuje go trzy do czterech razy w tygodniu na twarz i codziennie na ciało. Nakładając go na twarz radziłabym nałożyć cienką warstwę, by właśnie jej nie obciążyć i by szybko się wchłonął.
Po dłuższym stosowaniu z czystym sumieniem mogę wam polecić stał się jednym z moich ulubionych kremów w szczególności do twarzy.

Krem jest silnie nawilżający, wygładzający oraz rozświetlający. Nadaje skórze delikatny blask nie jest to efekt świecenia się jak po tłustym kremie tylko promienny naturalny blask zdrowej cery. Kolor skóry zostaje wyrównany i odżywiony, skóra staje się miękka i sprężysta.

Produkt jest również bardzo tani i wydajny powinniśmy go zużyć w ciągu sześciu miesięcy od otwarcia co stosując go na samą twarz byłoby nie możliwe, ale przy stosowaniu go również na ciało jest to spokojnie do zrealizowania. Produkt sam w sobie jest bardzo wydajny tak jak pisałam powyżej stosuje go codziennie do ciała i kilka razy w tygodniu na twarz już od paru miesięcy w sumie od czasów, kiedy pojawił się na rynku a nadal mam połowę. Koszt to maksymalnie 17zł na promocji możecie go dorwać za 13zł tak jak mi się udało kto by powiedział, że tak tani krem i tak uniwersalny może być, tak dobry ja jestem nim zachwycona.


Dostepność PL - KLIK
Dostepność UK - KLIK
25

Too Faced Born This Way

12 sierpnia 2019

Hej w dzisiejszym wpisie możecie zobaczyć recenzje dość zachwalanego podkładu z firmy Too Faced.

Seria Born This Way to chyba jedna z kultowych serii, które wypuściło Too Faced. Sama firma ma dość kuszące kosmetyki a opakowania niemalże zawsze przykuwają moją uwagę. Jak już dobrze wiecie jestem wzrokowcem uwielbiam wszystko, co ładnie wygląda.
W sieci jest pełno blogerek zachwalających ich kosmetyki a podkład, który dziś zobaczycie w szczególności. Jeśli chcecie się przekonać jak sprawdził się u mnie to zapraszam do dalszego czytania...

Too Faced Born This Way Foundation



Na wstępie parę slow odnośnie działania, o których zapewnia nas producent. Podkład powinien być mocno kryjący rozświetlający, a zarazem nawilżający w dodatku o lekkiej konsystencji, brzmi kusząco prawda?




Produkt znajduje się w szklanej matowej buteleczce. Opakowanie jest przepiękne, dość ekskluzywne połączenie czerni ze złotem zawsze wygląda dobrze a detale takie jak wypukły napis robią swoją robotę. Jest bardzo wygodny w użyciu przez pompkę wychodzi odpowiednia ilość, dzięki czemu jest dość wydajny.

Podkład nie jest matowy co na pierwszy rzut oka można by było stwierdzić po matowej buteleczce jest lekko rozświetlający co nadaje cerze ładny zdrowy wygląd. W swoim składzie zawiera wodę kokosową oraz kwas hialuronowy, dzięki czemu jest nawilżający i nie wysusza cery. Konsystencja jest inna niż w podkładach, które znajdują się w mojej toaletce. Jest niby płynna, ale nie taka która się rozlewa, przy cienkich warstwach podkład nie jest wyczuwalny na twarzy.

W moim przypadku podkład sprawdza się dobrze w dni, które nie potrzebuje wielkiego krycia, ponieważ owszem jest on kryjący ale nie na tyle by jedną cienką warstwą zakryć świeże zaczerwienia czy większe niedoskonałości. Można nim budować krycie, lecz z każdą kolejną warstwą nie wygląda on dobrze niestety podkreśla suche skórki, jak i pory.
Podczas ciąży wszystko się u mnie zmieniło już nie tylko ciało co jest oczywiste, ale również włosy, jak i cera. Z cery tłustej przeszła na mieszaną, ale niestety przez hormony na taką która ma lepsze i gorsze dni z niedokonanościami i tutaj, gdy mam gorszy dzień sięgam po korektor Catrice Liquid Camouflage, ponieważ nakładanie w tych miejscach większej ilości podkładu niestety się nie sprawdzi. Powiedziałabym, że fakt podkład jest mocno kryjący, gdy nałożycie go więcej zamaskuje wam te niedoskonałości, ale nie będzie to nic zbliżonego do naturalności będziecie wyglądać jakbyście nałożyły po prostu maskę i to niezbyt ładną.

Trwałość nie jest spektakularna w moim przypadku lubi się ścierać z czubka nosa i odsłania moje piegi, których wręcz nie cierpię na brodzie też często zanika najlepiej wygląda tak przez 4 max. 5 godzin od nałożenia.

Również nie trafiłam z odcieniem zamawiając przez internet tak to często bywa, lecz naszczescie istnieją miksery do podkładów i tak sobie ratuje nim życie.
Odcień, jaki ja mam to Snow który jest zbyt pomarańczowy zdecydowanie preferuje podkłady, które są bardziej żółte. Niestety minusem jest to że podkład zmienia swój odcień po paru minutach staje się ciemniejszy niż jest od razu przy aplikacji polecałabym odcień jaśniejszy od tego, który na pierwszy rzut oka wydaje się idealny do waszej cery. Too faced stworzył dość sporą gamę kolorystyczną tej serii dlatego z pewnością każda z was znajdzie swój odcień.

Podsumowując czy kupiłabym ponownie ? Nie, uważam że jak na efekt który daje ma zbyt wysoķą cene.

 
Dostepność  PL - KLIK
Dostepność  UK - KLIK

Jeśli któraś z was go testowała, dajcie znać jak się u was sprawdził z chęcią poczytam wasze opinie. Do zobaczenia w komentarzach buziaki :*
24

The Body Shop - Banana Hair Mask

06 sierpnia 2019



Cześć kochane znów mnie tu nie było całe wieki co wam się będę znów tłumaczyć, krótko mówiąc macierzyństwo mnie pochłonęło do tego stopnia że wszystkie moje social media zaniedbałam, a więc czas to nadrobić.

Dziś, będziemy mówić o masce bananowej do włosów firmy The Body Shop ale jeszcze zanim przejdziemy do głównego tematu chciałabym poznać waszą opinie odnośnie blogów czy nadal z chęcią je czytacie, czy już zdecydowanie mniej? Mam na myśli ogólnie wszystkie blogi. Ja mam wrażenie że vlogerzy powoli wygryzają blogerów i teraz tylko YouTube się liczy sama przyznam szczerze że coraz mniej czytam blogi innych osób a kiedyś robiłam to codziennie zdecydowanie lepiej mi jest oglądać cos na YouTube, szybciej wygodniej można robić to podczas innych czynności, a jednak na czytanie blogów trzeba mieć więcej czasu, co wy sądzicie? Jestem, ciekawa waszych opinii dajcie znać w komentarzach a teraz przechodzimy do tematu wpisu...

Maska bananowa firmy The Body Shop jakiś czas temu była hitem w sprzedaży i nie tylko ona, cała ich seria bananowych produktów szczególnie tych do włosów — szampon i odżywka. Osobiście postanowiłam kupić tylko maskę ponieważ mam już swoje ulubione szampony, mam ich kilka w zapasie a jedyne czego mi brakowało to dobrej maski w swojej pielęgnacji. 
Do zakupu zachęciło mnie nic innego jak zapach banana no i oczywiście to że maska była dość mocno rozchwytywana.


Zacznijmy od podstaw, czyli jakie jest zadanie tej o to maski — Maska przede wszystkim ma być odżywcza ma natychmiastowo nawilżać włosy, przy czym ich nie obciążać oraz pozostawiać włosy odżywione i błyszczące.

  • Produkt 100% wegański
  • Nie zawiera silikonów oraz olejów mineralnych

Maska prócz prawdziwego puree z bananów zawiera także olejek z orzechów brazylijskich, masło Shea, masło kakaowe i masło cupuacu. 
Producent zaleca stosować ją raz w tygodniu.

Jest przeznaczona do suchych i normalnych włosów, moje aktualnie powiedziałabym że są normalne i lekko suche na końcach. Pewnie niektóre z was pamiętają że od zawsze zmagałam się z mocno przetłuszczającymi się włosami ale to uległo zmianie podczas ciąży już nie muszę ich myć codziennie teraz mogłabym ich nie myć cały tydzień i dalej wyglądałyby okej. Jak widzicie teoretycznie maska powinna się u mnie sprawdzić a jak było w rzeczywistości? Już wam pisze.

Spodziewałam się efektów WOW ponieważ jest ona dość mocno zachwalana w internecie i również przez dłuższy czas ciągle była wyprzedana na oficjalnej stronie The Body Shop. Myślałam że to będzie coś spektakularnego natomiast w moim przypadku okazała się zwykłą maseczką nie robiącą szału, powiedziałabym że jest to raczej przeciętna maska do włosów. Lubie ją używać chociażby dla zapachu i miękkości włosów i po prostu szkoda mi ją wyrzucić, może to ja za bardzo się nastawiłam na szałowy efekt i lekko się rozczarowałam ponieważ nic specjalnego w niej nie ma. Nie zauważyłam wielkiego odżywienia włosów ani nawilżenia owszem wygładza, włosy są miękkie i lekko blyszczące lecz nie jest to powalający efekt, który jest tak reklamowany.

Konsystencja jest bardzo fajna, lekko masełkowata łatwo rozprowadzająca się po włosach. Ja tego typu produkty nakładam od połowy włosów czyli nakładam od ucha w dół, robie warkocza lub nakładam czepek i trzymam około 20-30minut. Fakt, włosy nie są obciążone lecz nie wiem, jakie by były, gdybym nałożyła ja od nasady. Moje włosy zazwyczaj pozostawały obciążone po każdej masce nie ważne, jaką bym stosowała dlatego przestałam nakładać maski u nasady. 
Zapach produktu jest przepiękny aż mam ochotę ją zjeść, uważam że zapach nie jest chemiczny jak to często bywa w tego typu owocowych produktach, po spłukaniu maski włosy są sypkie i bardzo przyjemne w dotyku w dodatku zapach bananów pozostaje lekko wyczuwalny na włosach.


Podsumowując, czy kupiłabym ponownie? Raczej nie, gdybym ją dostała ponownie używałabym ponieważ nie jest zła lecz wole szukać czegoś nowego. Na rynku jest mnóstwo masek i co chwile wychodzi coś nowego sądze że można znaleźć cos tańszego i lepszego.

Skład -  Aqua/Water/Eau, Musa Sapientum Fruit Extract/Banana Fruit Extract, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Bertholletia Excelsa Seed Oil, Cetyl Alcohol, Theobroma Cacao Seed Butter/Cocoa Seed Butter, Butyrospermum Parkii Butter/Shea Butter, Behentrimonium Chloride, Distearoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Theobroma Grandiflorum Seed Butter, Benzyl Alcohol, Phenoxyethanol, Sorbitan Olivate, Cetearyl Olivate, Cetrimonium Chloride, Capryloyl Glycerin/Sebacic Acid Copolymer, Parfum/Fragrance, Tocopheryl Acetate, Diheptyl Succinate, Citric Acid, Ethylhexylglycerin, Isopropyl Alcohol, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Ascorbic Acid, Linalool, Panthenol, Tocopherol, CI 19140/Yellow 5, CI 15985/Yellow 6.

Pojemność -240ml
Cena - 53zł / £12
Dostępność PL - KLIK
Dostępność UK - KLIK
17

Copyright © Szablon wykonany przez My pastel life