Zespół Policystycznych jajników a ciąża — Moja historia

30 września 2019

Jak już dobrze wiecie, trzy miesiące temu urodziłam synka. Jakiś czas temu zapytałam was, czy byście chciały, abym wprowadziła na bloga posty ogólnie związane z całym przebiegiem ciąży i bycia mamą pisałyście, że tak i tak też postanowiłam zrobić niektóre z was szczególnie te, które są ze mną od dawna wiedzą, że mam problemy z jajnikami - Zespół Policystycznych Jajników (PCOS).


Dla osób, które nie wiedza czym jest Zespół Policystycznych Jajników - jest to zaburzenie hormonalne, które ma negatywny wpływ na funkcjonowanie jajników. Powstają w nich liczne pęcherzyki, w których dojrzewa komórka jajowa, ale zazwyczaj nie wydostaje się ona do jajowodu (gdzie mogłoby dojść np. do zapłodnienia). Same pęcherzyki zaś obumierają i zmieniają się w małe torbiele. U kobiet z PCOS istnieje większe ryzyko poronienia, jak również pojawienia się cukrzycy ciążowej, co może stanowić zagrożenie dla zdrowia matki, jak i dziecka.

Jakiś czas temu już wam wspomniałam, że odkąd skończyłam 12 lat miałam okropne bóle jajników, które utrudniały mi codzienne funkcjonowanie. W wieku 15 lat bóle stawały się nie do opisania nie raz nie mogłam się podnieść chociażby z łóżka. Lekarze w UK kompletnie nie chcieli mnie badać twierdzili, że to dojrzewanie po kilkunastu wizytach u różnych lekarzy postanowiłam pojechać do Polski i spróbować tam. Pani Ginekolog, gdy tylko zajrzała natychmiast kazała mi jeszcze w ten sam dzień wykonać mnóstwo badan oraz od razu jechać do szpitala, po kilku wizytach i badaniach stwierdzono Zespół Policystycznych Jajników, jeden z nich nie odbywał, owulacji już od bardzo dawna a drugi był ledwo sprawny.

Moje jajniki były całe pokryte w pęcherzykach a wokół nich było ich jeszcze więcej jak sama ginekolog powiedziała dawno nie widziała aż tylu. W tamtym czasie przekazano mi bardzo przykrą wiadomość choroba była już na tyle rozwinięta, że zostałam poinformowana iż na 95% nigdy nie zajdę w ciążę, a nawet jeśli jakimś cudem się uda to na 99.9% będzie to ciąża pozamaciczna, która oczywiście będzie musiała zostać usunięta lub sama poronię w pierwszych tygodniach. Jak same możecie się domyślić osoba wtedy chorująca na depresje w wieku 17/18 lat słysząc takie słowa to jest uczucie nie do opisania rozryczałam się jak dziecko a stan mojej psychiki po tej wiadomości tylko się pogarszał.


Przepisano mi leki, które miałam brać i mieć nadzieje, że jakimś cudem poprawią stan moich jajników i kiedyś się uda choć pani ginekolog kazała się lepiej nastawiać na najgorsze ponieważ stwierdzono chorobę dość późno. Tabletki, które przepisała (nie będę podawać nazwy ponieważ nie chciałabym, abyście się tym sugerowały) kazała brać do końca życia i tylko jeśli będę w dobrym stanie psychicznym i gotowa na to, że jak już zajdę to raczej na pewno stracę dzidziusia to wtedy je odstawić na czas starań. Tabletki brałam regularnie przez około cztery lata, przy braniu tych tabletek opcje zajścia w ciążę są jeszcze bardziej nie możliwe ponieważ one dodatkowo blokują i mają się skupić na zmniejszeniu, jak i ograniczeniu powstawaniu nowych pęcherzyków, więc jeśli chce się zajść trzeba je odstawić ja tego nie zrobiłam wiec pewnie się zastanawiacie w takim razie, jakim cudem zaszłam w ciążę? Nie znam na to pytanie odpowiedzi fakt jest taki, że zaczęłam brać leki w wieku 17/18 lat w ciążę zaszłam mając 21 nie staraliśmy się o dzidziusia ale również przez te lata nie zapobiegaliśmy jemu powstaniu może gdzieś w głębi mieliśmy nadzieje choć ja raczej, zamiast skupiać się na zajściu w ciążę skupiałam się na pogodzeniu, że raczej nigdy w nią nie zajdę zbyt mocno wzięłam do siebie słowa ginekologa i po prostu traciłam wszystkie nadzieje ale nie byłam gotowa na planowanie ciąży z myślą że raczej na pewno ją stracę nie umiałabym się po tym pozbierać więc wolałam nawet nie próbować.


W przeciągu tych paru lat brania regularnie leków na PCOS i kilkunastu próbach akceptacji tego, co lekarz powiedział jakoś udało mi się pozbierać z depresji (która nie była spowodowana akurat tym tematem ale zdecydowanie wtedy ją pogłębiła) do tego stopnia, że mogłam wrócić do pracy i w miarę funkcjonować normalnie (dla osób które nie czytały o mojej depresji na blogu jest o tym wpis), bóle jajników nie ustępowały było nadal źle a momentami nawet gorzej lekarze twierdzili, że to przez leki, które działają rozbijając pęcherzyki i poprawiając stan moich jajników niestety przy tych wszystkich bólach, które znów coraz bardziej utrudniały życie codzienne świadomość że raczej nigdy nie uda mi się mieć dziecka co zawsze było moim największym marzeniem i celem w życiu zaczęła rosnąc i znów zaczęłam popadać w stany depresyjne. Większość dni znów spędzałam w łóżku wmawiając sobie co ze mnie za beznadziejna kobieta skoro nigdy nie urodzę dziecka obawy że facet mnie porzuci i pójdzie do innej która mu to dziecko da nasilały się coraz bardziej nie wspominając o bólu, który zwiększał stres. Chłopak bardzo mnie wspierał w tym okresie nawet rozmawialiśmy o możliwościach adopcji w przyszłości i o innych metodach leczenia lecz to i tak nie pomagało w zatrzymaniu tych okropnych myśli.


Czas leciał a bóle były już na porządku dziennym łącznie z moim płaczem i skręcaniem się w łóżku szpitale nie pomagały lekarze kazali brać paracetamol (typowe w UK) Pewnego dnia po raz kolejny wylądowałam w szpitalu. Jeden z gorszych momentów w moim życiu pięciu lekarzy próbujących pobrać krew, ręce pokutę a ja już bez sił do kolejnego cierpienia zrobili test ciążowy wyszedł negatywny dostałam leki wróciłam do domu na sławnym paracetamolu bo przecież 'nic mi nie jest' Wtedy w końcu GP (lekarz w przychodni) zlitował się nade mną i wysłał na USG jajników, o które prosiłam przez dobre pięć miesięcy jak same możecie zrozumieć lekarze w UK są straszni ginekolog w Polsce kazała robić badania USG co 6 miesięcy tutaj, gdy powiedziałam to lekarzowi po prostu mnie wyśmiał i powiedział że PCOS ma się do końca życia więc czego ja oczekuje chodzenia co sześć miesięcy na USG ?Tutaj to tak nie działa dodał. W każdym razie po kolejnej wizycie w szpitalu po tygodniu w końcu mnie skierował na badania przyznam, że byłam już na wykończeniu psychicznym nie dawałam rady z bólem każdy krok czy podniesienie się było tak uciążliwe że ciężko było opanować łzy a myśli o bezpłodności nie dawały mi możliwości skupienia się na niczym innym. 


Badanie USG było jeszcze bardziej bolesne ale miałam nadzieje że w końcu wykaże co się ze mną dzieje byłam przerażona. Położyłam się na łóżku badanie się zaczęło słyszałam tylko jak lekarze podaje pielęgniarce pomiary mówiąc to ma tyle mm to tyle i nagle słyszę ' i 6 tygodni' Moja pierwsza myśl, jakie sześć tygodni przecież moje jajniki nie mają tygodni zdziwiona a może lepiej mówiąc przerażona mowie 6 tygodni? Lekarz odpowiedział tak jest pani w ciąży to szósty tydzień w tym samym momencie z tych wszystkich emocji rozpłakałam się, jak małe dziecko nawet przez chwile zapomniałam o bólu, który był tak silny, że aż lekarzowi wchodziłam na ścianę a on biedny płakał razem ze mną nie wiedząc, czy przestać, czy wykonywać dalej badanie kazał mi się ubrać i usiąść mówiąc jest pani w ciąży natomiast musi pani jak najszybciej jechać do szpitala najlepiej teraz ponieważ podejrzewam ciążę pozamaciczną nawet teraz pisząc to wszystko łzy same napływają mi do oczu przepraszam was z góry, jeśli post będzie trochę chaotyczny ale chyba same rozumiecie, że jest tyle emocji we mnie podczas pisania tego że ciężko po prostu przelać to w słowa i opisać z ładem i składem ale postaram się jak najbardziej mogę.


Wróciłam do domu pobiegłam po test do apteki nadal nie dowierzając, wyszedł pozytywny byłam w szoku myśląc przecież pięć dni temu  w szpitalu wynik był negatywny no nic poczekałam aż chłopak wrócił z pracy pojechaliśmy do szpitala sprawdzić, czy to ciąża pozamaciczna po pół nocy w jednym szpitalu zostałam przewieziona karetką do drugiego, w którym zostałam na noc i rano miałam kolejne badanie stwierdzili że ciąża rozwija się prawidłowo i jest to 8 tydzień te wszystkie bóle do tej pory nie zostały wyjaśnione tak po prostu reagował mój organizm na ciążę a moje jajniki po prostu z nią walczyły.



Cały okres mojej ciąży nie był miły a wręcz przeciwnie bóle bywały nie do zniesienia pierwsze trzy miesiące przeleżałam w łóżku płacząc każdego dnia praktycznie się nie podnosząc nie wiem jak jest w Polsce ale tutaj dopóki nie będziecie w trzecim miesiącu to tak naprawdę lekarze mają was gdzieś i kompletnie się nie interesują przynajmniej tak było w moim przypadku, nawet nie wiecie ile razy dzwoniłam nad ranem do szpitali prosząc o przyjęcie i zbadanie bo miałam okropne skurcze i bóle brzucha bojąc się czy aby przypadkiem nie zaczyna się poronienie nikt się mną nie interesował dopiero po upływie trzech miesięcy zaczęli trochę bardziej. Ciąża teoretycznie przebiegała dobrze ale nikt nie mógł wytłumaczyć dlaczego miałam takie bóle, przez co mój strach narastający z bólem i utratą dziecka wciąż rósł tyle razy ile byłam w szpitalu przez całą ciąże jest nie do zliczenia  ale na szczęście wszystko się dobrze skończyło, udało się donosiłam i urodziłam mój największy CUD !




Przyznam szczerze że był to jeden z najcięższych okresów mojego życia tyle strachu ile doświadczyłam i łez, które wylałam jest nie do opisania ale jedno jest pewne dziś z uśmiechem na twarzy mogę powiedzieć że było WARTO teraz każdego dnia budzę się obok mojego małego wielkiego szczęścia i codziennie rano wita mnie jego piękny uśmiech, który nadaje życiu sens. Nie planowaliśmy ciąży na ten czas no bo kto by chciał ja planować z myślą że zaraz dziecko straci ale sądze że nie mogłam zajść w lepszym momencie to był moment, który uratował mnie i moją psychikę przed ponownym załamaniem szczerze to boje się nawet pomyśleć co by było, gdybym dalej leżała w łóżku bijąc się z myślami że nigdy nie urodzę dziecka wtedy czułam że naprawdę jestem na skraju załamania i popadnięcia w depresje sprzed lat taką, w której nie raz nie było ze mną kontaktu taką, która polegała na leżeniu w łóżku płaczu i patrzeniu w ścianę tutaj to chyba tylko osoby, które przeszły przez tą okropną chorobę zrozumieją.


Ciąża dodała mi sił poprawiła stan psychiczny i Alan dał mi motywacje do życia której od dawna szukałam i nie mogłam znaleźć spełniło się moje największe marzenie zostałam mamą i tym o to postem chciałabym wam przekazać że marzenia nawet te, które wydają się niemożliwe mają szanse się spełnić że lekarze mogą się mylić że cuda naprawdę się zdarzają a ja jestem tego przykładem mam dziecko i jest zdrowe.

Ja nie jestem osobą wierzącą ale chyba jednak ktoś tam na gorze jest i czuwa bo zesłał na mnie ten cud w ostatniej chwili kto wie, czy nadal bym tu była i pisała ten wpis mając taką psychikę jak w tamtym czasie. 


Bardzo bym chciała dać wam nadzieje szczególnie tym osobą, które przechodzą przez to, które straciły nadzieje, które się załamały lub które są na skraju załamania w życiu nie spodziewałam się że dziś siądę tu z moim 3-miesięcznym bobasem pisząc to, co pisze bo sama się nie spodziewałam że kiedyś mi się uda ja tą nadzieję straciłam na samym początku dlatego wiem jak trudno jest wierzyć że się uda ale same widzicie cuda się naprawdę zdarzają dlatego proszę was zawsze miejcie nadzieje i nie pozwólcie, aby wasza psychika z wami wygrała.

I to by było na tyle, już dawno nie dzieliłam się z wami moimi przeżyciami i myślami wiem że chcecie, abym napisała wpis odnośnie porodu i taki też się pojawi tym czasem zapraszam was do pozostawienia komentarza może też macie podobne historie lub chęci się wygadać, a jeśli wolicie prywatnie zapraszam do napisania w górnych zakładach macie kontakt zawsze odpisuje a nawet z kilkoma z was mam regularny kontakt.

Pomagajmy i wspierajmy się nawzajem.
16

I made a wish, and you came true ♡

16 września 2019


Cześć w dzisiejszym poście przedstawiam wam moje największe cudo !


Robie to dość późno, ponieważ od porodu minęły już prawie trzy miesiące natomiast nie do końca wiedziałam jak się za to zabrać niektórzy może zauważyli, że na blogu pojawiła się nowa zakładka 'Macierzyństwo' i tak właśnie o to chce, rozpocząć tę serię blogową regularnych wpisów, choć nie do końca mam na to pomysł i dlatego tak długo to przeciągałam zapewne wszystko wyjdzie w praniu, ale z chęcią poznam wasze sugestie co byście chcieli zobaczyć, przeczytać odnośnie macierzyństwa? Może pierwsze odczucia po zostaniu mamą? Poród a może jak wygląda rzeczywistość cały proces dochodzenia do siebie? Dajcie znać w komentarzach a tymczasem zostawiam was z kilkoma zdjęciami z naszej przepięknej noworodkowej sesji.






29

Pink Dots & The Paw Home Ring

13 września 2019


Paznokciowe inspiracje to post którego wieki nie było na blogu. Kiedyś tego typu posty pojawiały się tu regularnie co trzy tygodnie za każdym razem, gdy robiłam nowe trochę to później zaniedbałam i w sumie sama nie wiem, dlaczego paznokcie robie regularnie od dobrych kilku lat a z tego, co pamiętam lubiłyście, gdy wrzucałam tego typu fotki. 
Bardzo was proszę abyście dały znać czy chcecie by odbudować tę tematykę i pokazywać wam tutaj każde z moich paznokci?

Dziś również chciałabym wam pokazać przepiękny pierścionek który wspiera bezdomne pieski o tym możecie przeczytać na samym dole wpisu a teraz przejdźmy do samych paznokci.


Paznokcie, które dziś widzicie były początkowo z innym zamysłem niż wyszło w końcowym efekcie. Palec obrączkowy miał być biały a na nim namalowana głowa myszki Minnie niestety skończyło się na syrence i teraz tutaj mamusie doskonale mnie zrozumieją przy dziecku ciężko wykonać tego typu przyjemności natomiast efekt końcowy wcale nie wyszedł tak źle. Syrenki i wszelkiego typu pyłki zawsze ratują sytuacje, gdy ma się tylko parę sekund.

Paznokcie są żelowe na mojej długości a hybrydy, które zostały użyte to:

  • Różowy NeoNail Neon Candy 3750
  • Biały NeoNail White Collar nr 4659
  • Syrenka Indigo na białej hybrydzie zmatowiona to Neon Pink
  • Kropeczki zostały wykonane za pomocą sondy


I ostateczne wykończenie to Semilac Top Mat No Wipe, który lekko piecze przy włożeniu pod Lampe, ale sprawdza się najlepiej ze wszystkich, jakie do tej pory używałam. Świetnie matowi paznokcie przede wszystkim robi to równomiernie jego poprzednik, który właśnie firma Semilac posiadała był jedną wielką porażką robił smugi nigdy mi nie zmatowił dokładnie paznokcia i często nawet się nie utwardzał na stronkach internetowych typu Ebay wciąż sprzedają właśnie tą starą wersje dlatego, jeśli nie kupujecie na oficjalnej stronie firmy zwrocie uwagę by był to TOTAL MAT, a nie będziecie zawiedzione gwarantuje.


The Paw Home Ring

Statystycznie 9 na 10 psów rodzi się bezdomna co oznacza, że tylko jeden na dziesięć zazna prawdziwej miłości, szczęśliwej rodziny i ciepła, które może dać tylko dom. Ten fakt jest bardzo przykry i bolesny, ale niestety bardzo prawdziwy coraz więcej psów trafia do schronisk gdzie tam spędza większość swojego życia lub zostaje porzucona na ulicach jak zwykle śmieci. Zastanawia mnie fakt, kiedy ludzie w końcu zrozumieją, że to nie są zabawki, że to są istoty, które również mają serce mają uczucia i które naprawdę rozumieją więcej niż nam się wydaje natomiast jedno jest pewnie nigdy nie zrozumieją, dlaczego zostają porzucone i nawet ja tego nie mogę zrozumieć a co dopiero one. Pies to nie zabawka nie daje się w prezencie nie kupuje pod choinkę tak bardzo bym chciała zatrzymać to, co się dzieje na tym świecie by biedne zwierzaki nie musiały więcej cierpieć uwierzcie życie w schronisku nie jest dla nich dobre oczywiście lepsze, niż gdy zostają porzucone między innymi na autostradzie czy w lesie, ale schronisko nigdy nie zastąpi ciepła, które mogą dostać tylko w domu.

Już niedługo zbliża się okres świąteczny zastanówmy się  ile biednych zwierzątek zostanie podarowana pod choinkę? Setki ! Nie popełniajcie tego błędu nie kupujcie zwierząt jako prezent idźcie do sklepu kupcie torebkę buty cokolwiek, ale nigdy nie zwierze !
 Opieka nad jakimkolwiek typu zwierzęciem jest bardzo wymagająca a co dopiero psem, który jest naprawdę dużym obowiązkiem trzeba się dobrze zastanowić, przemyśleć ponieważ pies będzie z nami przez najbliższe kilka lub kilkanaście lat i jest członkiem rodziny i jako członek rodziny powinien być traktowany nie w żaden inny sposób.

Jak już niektórzy dobrze wiecie staram się wspierać schroniska zbierać dla nich rzeczy dokonywać wpłat miesięcznych i was też do tego bardzo zachęcam w górnych zakładkach na blogu macie więcej informacji na ten temat. Pierścionek, który widzicie na zdjęciu prócz pięknego wyglądu wspiera właśnie bezdomne pieski, ponieważ % od zakupu zostaje podarowany, aby je ratować z ulic.

Pierścionek jest w odcieniu Rose Gold z łapką w odcieniu różu niestety zdjęcie nie oddaje tego, jak wygląda w rzeczywistości jest naprawdę dobrze wykonany mam wrażenie, że na zdjęciu wygląda troszeczkę tandetnie? Zapewniam was że tak nie jest. Jest naprawdę bardzo ładny jego ogromnym plusem jest to, że możecie spokojnie dopasować rozmiar do siebie niestety nie jest to prawdziwa biżuteria, przez co barwi palca na czarno mały live hack wystarczy pomalować go bezbarwnym lakierem całą obrączkę od wewnątrz tam, gdzie bezpośrednio dotyka skóry i Voilà nie będzie więcej farbować a pierścionek nie zostanie uszkodzony.

Pierścionek możecie kupić tutaj -  KLIK (wysyłka jest worldwide). 
18

The Body Shop Tea Tree Face Serum

09 września 2019



Cześć w dzisiejszym poście chcę wam polecić serum do twarzy z firmy The Body Shop.


Linia Tea Tree, czyli kosmetyki wzbogacone w olejek z drzewa herbacianego została stworzona dla osób, które zmagają się z nadmiarem zanieczyszczeń na twarzy. Zaskórniki, blizny, przebarwienia, rozszerzone pory nadmiar sebum? Jeśli to wszystko jest, ci bardzo dobrze znane to ten produkt jest z pewnością dla ciebie !



Lekkie serum do użytku codziennego zalecane do stosowania rano i wieczorem zmniejsza niedoskonałości i zaskórniki oraz poprawia ogólny wygląd skóry. Po 4 tygodniach stosowania skóra jest oczyszczona i wygładzona, a niedoskonałości i zaczerwienienia wyraźnie zmniejszone.
  • Oczyszczenie
  • Rozjaśnienie
  • Wygładzenie
  • Zmatowienie
  • Zmniejszone zaczerwienienia i niedoskonałości

Sposób użycia — Na oczyszczoną twarz przed nałożeniem kremu Nałóż 2-3 krople na opuszki palców i masuj całą twarz lub stosuj punktowo. 

Skład - Aqua/Water/Eau, Alcohol Denat., Propanediol, PPG-26-Buteth-26, Phenoxyethanol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil/Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Caprylyl Glycol, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Salicylic Acid, Xanthan Gum, Calophyllum Inophyllum Seed Oil, Disodium EDTA, Medicago Sativa Extract/Medicago Sativa (Alfalfa) Extract, Potassium Hydroxide, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Limonene, Sodium Hyaluronate, Citral, t-Butyl Alcohol, Sodium Benzoate, Citronellol, Leptospermum Petersonii Oil, Tocopherol.











Serum o pojemności 50ml znajduje się w małej szklanej buteleczce ze szklaną pipetą, która działa bez zarzutu nie cierpię, gdy w kosmetykach pipety są gumowe, ponieważ zawsze po paru użyciach przestają mi działać też tak macie czy tylko ja mam takiego pecha? W tym produkcie pipetka jest wręcz idealna.


Serum jest o bardzo lekkiej płynnej konsystencji bardzo przyjemnej w użyciu wchłania się w dosłownie parę sekund nie pozostawiając lepkiego filmu. Jedyny malutki minus to zapach, kosmetyki z zawartością olejku z drzewa herbacianego nigdy nie pachną ładnie trzeba naprawdę lubić tego typu zapach, który jest dość mocny może on być naprawdę odrzucający. Osobiście go nie cierpię, ale po dłuższym stosowaniu i efektach, jakie dzięki temu składnikowi można osiągnąć warto się do niego przyzwyczaić.


Jego ogromnym plusem to wydajność, niby nie jest go dużo a jednak starcza na naprawdę bardzo długo. Używam go od ponad sześciu miesięcy codziennie, na początku stosowałam go rano i wieczorem a teraz robie to tylko przy wieczornej pielęgnacji, na zdjęciach możecie zauważyć, że produktu zostało mi wciąż trochę mniej niż połowa. Jest bardzo wydajny a to dlatego, że by pokryć całą twarz wystarcza zaledwie 2 do 3 kropelek.



W ciąży moja cera oszalała, byłam cała w zaskórnikach i ogromnych ropnych wypryskach. Zatkane pory, momentami przesuszona cera a momentami strefa T tłusta jak smalec, na której z pewnością dałoby rade usmażyć jajko to wszystko zasługa hormonów i tak naprawdę żaden najdroższy kosmetyk świata nie dałby rady tego zwalczyć skoro w organizmie hormony szaleją. Kosmetyk z pewnością pomógł mi w zredukowaniu tych zmian i gojeniu by nie pozostawały blizny. W okresie ciąży nakładałm go w mniejszych ilościach i robiłam to punktowo ze względu na jego skład teraz po porodzie  świetnie pielęgnuje moją cerę prócz działania przy wypryskach też sprawia że cera jest jaśniejsza i promienniejsza mimo tego, że matuje i kontroluje nadmiar wydzielania sebum to nie przygasza naturalnego blasku naszej cery, za co go jeszcze bardziej pokochałam. Przy dłuższym stosowaniu koloryt skóry staje się wyrównany a zaczerwienienia uspokojone można zauważyć lekką różnice w zwężeniu porów, lecz nie są to spektakularne efekty przynajmniej w moim przypadku, choć przyznam że moje pory są naprawdę dość szerokie. Cera wygląda na zdrowszą i zadbaną taką czystą a od razu po użyciu twarz staje się miękka i gładka.



Kosmetyki działające anty-wypryskowo często okazują się wysuszające i tego też obawiałam się przy kupnie tego kosmetyku, wstępny zamysł był stosowania go punktowo i tylko wtedy gdy pojawi się nieszczęsny przyjaciel tak aby wysuszyć jego a nie całą twarz natomiast nic mylnego w tym przypadku zostałam zaskoczona, ponieważ kompletnie nie wysusza on cery i spokojnie można go stosować codziennie tak jak to producent zaleca natomiast nie polecałabym go osobą o cerze atopowej i płytko unaczynionej przy mojej mieszano tłustej sprawdza się rewelacyjnie.

Podsumowując — Zbawiciel, który uratował moją cerę podczas ciąży,  działa świetnie przy redukowaniu zmian skórnych i dzięki niemu jakoś dałam rade przetrwać ten okres
 Stał się produktem numer jeden w mojej pielęgnacji i ulubieńcem na kolejne kilka albo i kilkanaście miesięcy jak nie lat ! 


Dostępność PL -KLIK
Dostępność UK -KLIK  
22

Copyright © Szablon wykonany przez My pastel life